Kolejny zimowo - wiosenny dzień. Rano -2, po południu +7, choć to dopiero połowa lutego, to czuć powoli zmieniający się klimat, a ja przyzwyczajony do pewnych, zimowych rytuałów - dziwnie się czuję, jadąc bez ocieplaczy na nogi, kalesonów, czy alpinistycznych rękawic. Jednak nie ma co się nakręcać zawczasu, bo przeczucie mówi mi gdzieś po cichu, że zima jeszcze w marcu może poszczypać w poliki.
Co do jazdy, to po pracy wykorzystałem wiosenną aurę na kolejny mały "skok w bok" nad Jezioro Kowalskie. Widoki po drodze przednie, a mój felt spisuje się rewelacyjnie.
Wypoczynek na rowerze:
Wschód Słońca
A oto jedna z wielu zalet jazdy rowerem. Choć szczerze mówiąc jazda obok zakorkowanych aut do najzdrowszych nie należy.
Jezioro Kowalskie skute lodem
Wędkarz i jego kompan
Zachód Słońca
150 000 000 kilometrów od Ziemi takie coś na niebie.
A to już zaledwie ok. 9 kilometrów od Ziemi :-)
Komentarze (5)
Wg badań mniej się nawdychasz syfu przemykając rowerem obok tych aut, niż siedząc w samochodzie w tym korku i zasysając spaliny kierowcy z przodu. :)
Ja wiem, które zdjęcia są dla mnie... zarówno wschody jak i zachody Słońca :)) Dobra, przesadziłam - wszystkie zdjęcia, bez wyjątku, są dla Was :) I to jest piękne!
Panie Jurku - Trafne spostrzeżenie. To ma taki sens jak wódka bezalkoholowa, inteligentny debil, wegetariański smalczyk albo paszport polsatu :-) Trollking - Cieszę się, że zdjęcia się podobają. Wiesz, że w gruncie rzeczy robię je nie dla siebie.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017