Weekend przywitał nas niesamowicie piękną pogodą, więc korzystając ze sprzyjających warunków wsiadłem na rower. W dzisiejszej przejażdżce towarzyszył mi mój tata. Jako tytuł naszej wspólnej wycieczki wpisaliśmy: "Byleby pojeździć", dlatego trasa wyglądała tak:
Po prostu jazda po okolicy, asfaltowymi, suchymi drogami. Choć nie obyło się bez krótkiego terenowego odcinka, na którym to jechać rowerem się zwyczajnie nie dało. Nie dało, ponieważ leśne drogi pokryte były prawdziwym, gładkim, wyślizganym, ubitym i twardym lodem, więc ten prawie dwu kilometrowy odcinek od Kołatki do Wronczyna pokonaliśmy pieszo, pchając rowery, co też z resztą łatwe nie było - proszę nie śmiać się z naszej dzisiejszej średniej :-))) Z ciekawostek widzianych po drodze, na uwagę zasługują: stada saren na polach, lis je tropiący, kruk dziobiący zdobycz i wielki jumbojet przelatujący tuż nad naszymi głowami - to w galerii. Poza tym przepiękna, zimowa aura, Słońce w pełnej krasie i cudownie sprawujące się rowery. Zapraszam więc do zapoznania się ze zdjęciami poniżej.
Jeśli chodzi o tytułowy bonus, to wczoraj pojeździć nie mogłem. Uczestniczyłem w corocznej gali miesięcznika Rowertuor i nasłuchałem się niesamowitych opowieści, jeszcze bardziej niesamowitych i zwariowanych ludzi - podróżników, których wyczyny zmotywowały mnie i dały wielki zastrzyk pozytywnej energii do jeżdżenia. Na gali przechadzało się wiele nietuzinkowych osobistości ze świata rowerowo - podróżniczego, ale moim głównym celem było zamienienie kilku słów z człowiekiem, który parę lat temu dokonał jak dla mnie rzeczy zasługującej na najwyższy szacunek i podziw - Jakub Rybicki, który wraz ze swoim przyjacielem przemierzył całą długość Jeziora Bajkał na dalekiej Syberii. Dokonał tego zimą, jadąc w największych mrozach (ponad -50*C), po zamarzniętej tafli i w najbardziej ekstremalnych i niesprzyjających warunkach, jakie panują na naszej planecie - zresztą polecam książkę "Po Bajkale". Udało się! Mało tego...otrzymałem wspaniałą dedykację z autografem na książce Jego autorstwa, oraz wspólne zdjęcie. Jestem szczęśliwy :-)
Pora na zdjęcia:
Sarny
w pełnym pędzie
Oblodzone, leśne drogi.
z tatą
Jezioro Wronczyńskie Duże zimową porą.
Stado saren we Wronczynie.
.........i lis je tropiący
Nad głową latał jubojet.
Kruk obserwował nas bystrym okiem.
Rozmowa z Jakubem Rybickim.
Wspaniała dedykacja i autograf :-)))))
Dziękuję za uwagę i życzę rowerowego przyszłego tygodnia wszystkim.
Komentarze (9)
Po takim lodzie śmigaliśmy w sobotę po Powidzkim Parku Krajobrazowym. Były upadki, były jaja :D Co do gali, to zazdroszczę. Czytałem o niej. Chęci były, by pojechać, jednak małe dziecko w domu zatrzymuje. Staram się każdą wolną lukę wykorzystywać na kręcenie. Za rok może się uda ;-)
BS przedstawicieli był więcej. Grzechu zapomniał wspomnieć że towarzyszyli mu Ania, Piotras i moja skromna osoba. Nie wiem jak reszta, ale ja w przyszłym roku na pewno znów tam będę ;-)
Ania - Ten weekend był wspaniały ;-) Remik - Wielki szacunek za Twoją wycieczkę w tym dniu po puszczy! Trollking - Impreza była tak ciekawa, że za rok wybiorę się znów :-) Dzięki za pozdrowienia. Nefre - Wszystko w swoim czasie, więc ze spokojem z tymi dystansami. Póki co rozkręcamy się oboje, po zeszłym słabym roku. Zdjęcia? Staram się, aby chwytać co ciekawsze, a że się podobają to miło mi bardzo :-) Bobiko - Było tam pewnie wielu bs''owców, w tym dwoje ze mną :-) (incognito) Panie Jurku - No właśnie! Zaczynałem się już martwić, gdzie Pan jest? Ale po komentarzu trochę się uspokoiłem i wiem, że pewnie lada moment potężna, gnieźnieńska lokomotywa ruszy ze stacji w podróż :-) Ps. Marcin, Kuba też jeszcze śpią....
Witam,z takiej średniej śmiać się nawet nie wolno bo jazda rowerem ma być dla przyjemności i super pięknych chwil rowerowych.Jak zobaczyłem twego Tatę na rowerze to chciałem tam być z Wami.Coś w tym roku nie mogę wystartować brak mobilizacji rowerowej.Ale w lutym myślę że wystartuję...pozdrawiam
Ja jestem ciekawa kiedy z tatą machinesz jakieś konkretny dystansik..... Fajną pogodę mieliśmy podczas weekendu. Fotki jak zwykle urocze, oddające piękno naszego kraju
Cholera jasna, przecież miałem być na tej imprezie, o której wyczytałem w Rowerturze... Tylko, że najpierw nie wiedziałem czy będę miał wolne, a potem zapomniałem... Szlag by to.. :/
Zdjęcia jak zwykle najlepsze, bo z animalsami :) a tatę pozdrów, brawo! :)
Jakie atrakcje po drodze :) Super! Fajnie jest spotkać się z ludźmi, którzy dzielą Twoją pasję, posłuchać o ich wycieczkach, zdobyć nowe doświadczenia, a przy okazji autograf. Takie spotkania dają spory zastrzyk energii, no i motywują do jazdy. Bardzo ciekawy rowerowy weekend.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017