Miał być dziś dzień odpoczynku od roweru, kiedy nagle o 9 rano zostałem wyrwany z ciepłego wyra przez Piotrasa na krótką przejażdżkę po lesie. Z niejeżdżenia wyszły nici, ale wcale nie ubolewam z tego powodu, gdyż chwile spędzone na rowerze, w lesie i w towarzystwie Piotrasa są nadzwyczajne.
Wybraliśmy się do Puszczy Zielonki, gdzie drogi (te używane przez samochody) pokryte były lodem. Jazda była trudna i podpórki nogami nie były nam dziś obce. Większość dróg którymi dziś śmigaliśmy pokryte były lodem - odwilż zrobiła swoje, jednak tam gdzie autem już wjechać się da, drogi były bezpieczne, ale za to ciężko się kręciło. Trasa: Wierzonka - Mielno - Ludwikowo - Pławno - Okoniec - Huta Pusta - Czernice - Tuczno - Karłowice - Wierzonka.
Podsumowując: Nie będę się tu rozpisywał nad pięknem zimy w lesie, na rowerze.....każdy kto w chodzi na mojego bloga zna te klimaty. Jeśli chodzi o dzisiejszy wypad, oprócz aspektów sportowych, przede wszystkim cieszę się, że Piotras jeździ. Dzięki za te spotkanie bracie :-)
ździsie: Piotras & Grigor - jak za starych, dobrych czasów :-) Zdjęcie zrobione nad Jeziorem Miejskim w Okońcu.
Upssss! Mankament na boku opony Schwalbe nie wróży dobrze....Co o tym sądzicie? Czy to normalne?
W lesie jeszcze sporo śniegu, po którym da się jechać rowerem. Odcinek z Okońca do Huty Pustej.
Większość dróg wyglądała jednak tak - lodowisko. Droga do Czernic.
No.......a teraz sobie odpocznę od roweru aż do jutra :-)
Komentarze (11)
Ja już dawno zrezygnowałem z tej marki opon, przereklamowane,też się na nich sparzyłem...
Co do mnie to też kiedyś miałem takie wybrzuszenie w kole, ale szosowym (też Schwalbe), stwierdziłem, że to tylko zewnętrzny defekt i tak jeździłem. Do czasu gdy usłyszałem solidne bum! pod sobą i już przestałem ufać w swoją intuicję :)
Marek - Bez przesady. Dziś robię przerwę, bo mam awarię roweru na przykład. Ale miło, że zauważyłeś - mam postanowienie i motywację, aby w tym roku moje jeżdżenie wyglądało jak należy. Ania - Oj tylko dlatego, że mieliśmy buty na płaskiej podeszwie :-) Maniek - Mimo szklanki, w lesie i tak jest przyjemniej, bynajmniej dla nas. Na asfaltach było mokro i wietrznie.
Remik - Jeździłem kilka dobrych lat na takich oponach zarówno tych najwyższych EVO jak i tych podstawowych Performance i nigdy mi się na bokach, w ten sposób nie przedzierały. Takie coś raczej zawsze występowało przy zwijanych. Teraz jeżdżę na drutowych i nie mam z tym problemu. Piotras - Nie dziękuj men :-) Byłbym głupi, nie korzystając z okazji wspólnego pokręcenia z Tobą. Jacek - To Piotrasa opona....ja w zimówce mam ciężkie, kilkunastoletnie, drutowe opońska. Ale dzięki za radę - przekażę Piiotrasowi, a może nawet mu to skleję....
Tak, boczne nacięcia na Schwalbe to normalne - też kilka razy tak miałem. Grigor, jak zamierzasz na tych oponkach jeszcze pokręcić to zaklej od środka nacięcia.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017