Kolejny mroźny i słoneczny dzień, ale ze świeżą warstwą śniegu, więc trzeba było wykorzystać to na rowerze. Dziś wybrałem się na spokojną przejażdżkę nad Jezioro Kowalskie. Przemierzając lasy nieopodal Wierzonki, wyjechałem nad brzeg zamarzniętego zalewu. Następnie przeprawa polnymi drogami do Puszczy Zielonki, gdzie polatałem wśród drzew. Na niektórych ścieżkach w lesie, jazda rowerem przez zamarznięte bruzdy ziemi, wyrobione przez pojazdy mechaniczne, była czasem jazdą na krawędzi i nie obyło się bez kilku rozpaczliwych podpórek. Z resztą w takich sytuacjach wypięcie butów z pedałów nie było problemem i działałem błyskawicznie, gdyż zalegający śnieg w zatrzaskach utrudniał całkowite wpięcie się buta w pedał - jechałem tak jakby na wpół zintegrowany :-)
Stopy mi dziś przemarzły, ale nie odmarzły na szczęście, więc coś tam jeszcze pośmigam na rowerze w tym miesiącu. Długi weekend wykorzystany na aktywny wypoczynek, okazał się być strzałem w dziesiątkę - czuję satysfakcję i spełnienie jakby jakiegoś małego, ale pożytecznego celu :-)
Oto kilka ździsiów:
przedmieście Wierzonki :-)
Las we Wierzonce
Widok na zamarznięte Jezioro Kowalskie z Barcinka
A tutaj widok z mojej ulubionej skarpy w Jerzykowie na zimowe Jezioro Kowalskie
Droga z Kołatki do Tuczna
Puszcza Zielonka
O tej porze żmije śpią...
Las sosnowy w Puszczy Zielonce. Okolica Ludwikowa.
Styczniowa panorama Wierzonki
Koniec tego dobrego - teraz trzeba zaprzęgnąć zimówkę do jazdy roboczej tzn. do pracy i z powrotem :-)
Komentarze (10)
Aneta - Zapraszam serdecznie. w razie czego jestem do dyspozycji jako przewodnik. Trollking - Dobra, dobra Tomek - Kołchoz tu kiedyś był, ale żeby od razu "Inny Świat"...:-) Maniek - J.Kowalskie to taka perełka moich okolic i z chęcią oprowadzam po singlu przy jego brzegu, więc zapraszam w tym roku choć raz do mnie. Panie Marku - Dziś i u nas naprószyło śniegu. Mam nadzieję, że moja motywacja nie zgaśnie jak słomiany zapał.
Ta Twoja Wierzonka dzięki takim obrazkom zyskuje u mnie nowe życie. Rzadko tam bywam, bo pokonanie całego Poznania to zbyt dużo dla mojej psychiki, ale jak już jestem - doceniam tereny. Inny, fascynujący świat.
rmk - Niezły zbieg okoliczności z tymi żmijami :-) Rolnik - Na bolące gardło najlepsze jest chłodne piwo :-) Ania - Przyjemnością są na pewno chwile na rowerze i mijane widoki, ale ten ból marznących palców już niekoniecznie :-) Jacek - To żeś popłynął teraz w wyobraźni :-))) Na pierwszym planie masz tartak, na drugim komin nieczynnej gorzelni, a w tyle po pegeerowskie bloki....Ale dziękuję za pochwałę kadru.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017