Cieszy fakt, iż mimo zmęczenia po nieprzespanej nocy znalazłem odrobinę chęci, aby wyskoczyć pokręcić pierwsze kilometry w nowym roku. W towarzystwie Słońca chylącego się ku zachodowi pojechałem mieszaną trasą w kierunku Dziewiczej Góry, aby pokrążyć po tamtejszych leśnych duktach. Dodatkową radochę sprawiał mi fakt cudownie sprawującego się roweru, którego na tę okazję przygotowywałem godzinami, skrzętnie w zaciszu piwnicznego warsztaciku.
ździsie: Przy pamiątkowym głazie w Dziewiczej Górze, upamiętniającym wielki pożar lasu z 1992 roku. Byłem wtedy mały, ale pamiętam czerwoną łunę od ognia, rozświetlającą niebo podczas gorących lipcowych nocy....
Tuż po zachodzie słońca niebo dziś rozświetliła równie czerwona łuna, jak ta z 1992 roku, tylko ta była zupełnie bezpieczna.
No cóż...noworoczna inauguracja rowerowa zaliczona :-)
Komentarze (14)
W tym Nowym Roku życzę -Tysięcy kilometrów na liczniku, wiatru zawsze w plecy, łatwych podjazdów i długich zjazdów, braku kontuzji, nieustającej siły do kręcenia...;)
Dobrze Ciebie widzieć na rowerze już od 1 stycznia :) Hehe - mam nadzieję że nocy sylwestrowej nie spędziłeś w piwnicznym warsztaciku przygotowując maszynę na dzisiejszą jazdę?
Dobrze Ciebie widzieć na rowerze już od 1 stycznia :) Hehe - mam nadzieję że nocy sylwestrowej nie spędziłeś w piwnicznym warsztaciku przygotowując maszynę na dzisiejszą jazdę?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017