Będąc jeszcze w pracy miałem nie lada dylemat, kiedy to zastanawiałem się nad planem spędzenia wolnego czasu po południu. W głowie krążyły mi dwa warianty: a) wlot do monopolowego po piwo i relaks w fotelu b) przejażdżka rowerem po lesie i relaks wśród drzew
Wybór odpowiedniego planu nie zajął mi wiele czasu, choć łatwo nie było.... Dla ułatwienia wstawię zdjęcie. Rower i piwo? Dlaczego nie - pod warunkiem ze w lesie wychylasz i z lasu się nie wychylasz :-)
Warto wspomnieć gdzie też dziś byłem na tym rowerze - więc było tak: Najpierw wsiadłem na rower i pojechałem do lasu, potem wypiłem tam 2 izobroniki, następnie ku.....wa nie pamiętam :S Ale te dwie dyszki jakoś zrobiłem i nawet do domu wróciłem - brawa dla mnie!
Ekonomiczny jesteś hehehe, ja pamietam sytuacje z przed chyba 10 lat, z kumplem na mieście się tak napruliśmy że z 11km drogi do domu ostatnie 3km niepamietałem jak wóciłem do domu jadąc oczywiście huaehuaehuaheu
Marek - Ależ oczywiście :-) Żeby tak każdego dnia realizować założone sobie cele, to było by pięknie. Zarazek - A uwierz mi, że podczas dzisiejszej bro-wycieczki wspominałem Ciebie :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017