Wreszcie sobota! Dzień, w którym mogę odpocząć od pracy, porobić to na co mam ochotę, pobyć tylko sam ze swoją pasją, odciąć się od monotonii dnia powszedniego. Tylko w sobotę czuję prawdziwą wolność, kiedy wsiadam na rower i mogę pojechać gdzie tylko koła poniosą.
Tej soboty koła mojej niezawodnej zimówki poniosły mnie może niezbyt daleko, ale wcale nie potrzebowałem dziś wielkich dystansów aby pocieszyć się wspomnianą wolnością. Chciałem także zażyć trochę jesieni....tej prawdziwej jesieni, kiedy deszcz przeplata się z promieniami słonecznymi, gdzie wiatr zerwać chce kask z głowy, a spadające liście ścielą leśne ścieżki wszystkimi odcieniami ciepłych barw.
Jechałem po prostu przed siebie, zajeżdżając nad Jezioro Kowalskie, nad którym silnie wiejący, zachodni wiatr utworzył sporą falę. Zrobiłem sobie mały postój na plaży w Jerzykowie i posłuchałem szumu jeziornych fal... Wierzonka - jesień nad stawami.
Grigori
Plaża w Jerzykowie nad Jeziorem Kowalskim.
Jezioro Kowalskie
Jerzykowo - szachulcowy dom pod pomnikowym dębem.
Nad Jeziorem Kowalskim było dziś tak pięknie, że z żalem odjeżdżałem z jerzykowskiej plaży. Jednak miałem w planie podjechać jeszcze do Puszczy Zielonki, mając w głowie widok jesiennych ścieżek leśnych pokierowałem koła roweru w tamte strony. Kiedy już zaszyłem się w leśnych ostępach, tak mi się podobało, że i stąd żal było wyjeżdżać. Mógłbym tu zamieszkać.
Puszcza Zielonka - niebieskim szlakiem z Tuczna do Ludwikowa.
jesień to najpiękniejsza pora roku
Buczyna, czyli las buków.
Jadąc rowerem po lesie, zawsze "kątem oka" wypatruję jakiegoś zwierza. Dziś widziałem spore stado danieli, jednak cwane tak kicały między drzewami, że jedyne zdjęcie jakie udało mi się zrobić jest zamazane :-( Jednak nie chodzi tym razem o jakość zdjęcia, tylko o to co ująłem. Wytężcie zatem moi drodzy oczy, aby podziwiać pięknego, rogatego byka daniela.
Byk daniela w kniei
nieco bliżej....
Zażyłem trochę jesieni na rowerze - mojej ulubionej pory roku, na ulubionym środku transportu. Nic więcej mi nie trzeba. Dziękuję za uwagę.
Trollking - Powiem nieskromnie, że czekam już za zima na rowerze - akurat to bardzo lubię :-) Aneta - Kiedyś jak pracowałem na 3 zmiany, to de facto miałem więcej czasu na rower, ale przez nieregularny czas pracy częściej łapałem infekcje, czy osłabienia. Teraz kiedy pracuję od rana na jedną zmianę, czasu na rower mam niestety mniej, ale za to prawie nie choruję. Wniosek z tego taki, że im mniej na rowerze jeżdżę, tym zdrowszy jestem....? Nie podoba mi się to :-) Pan Jurek - To nie fotki są super, tylko taka mam okolicę po prostu :) Mateusz - Aha spoko ;-) Ale przyznam, że nie znam tego młodzieżowego slangu. Albo się starzeję, albo czytam za dużo książek :-) Marek - Fajnie to ująłeś: "widać wiatr".....pozwolisz, że przy jakiejś okazji powielę Twój cytat, bo mi się podoba to określenie :-) Pan Marek - Takie już uroki jesieni....ale czekam na dzień, w którym będzie jakaś wichura, aby wtedy pojechać na zalew i porobić zdjęcia....czy mi się to uda w tym roku? Zobaczymy. Dziękuję za miłe słowo i pozdrawiam Pana.
Hmmm jak ja doceniam to że nie chodzę codziennie do pracy i kilka dni w Tygodniu zawsze mam wolne :) mam weekend w środku tygodnia czasami i to nawet długi :p fajne jesienne fotki. Ale ja i tak czekam na wiosnę, krótkie dni bez słońca są okropne.
Mateusz - Co to znaczy "na propsie"? Ramboniebieski - Szachulec - typ ściany szkieletowej drewnianej..........zresztą proszę bardzo: [url=]https://pl.wikipedia.org/wiki/Szachulec[/url] Monica - Dziękuję, miło mi :-)
WoW! Aż pozazdrościć tak fajnego wyjazdu! Wymarzona wolność wśród lasu, zwierząt, pięknych widoków. Szkoda, że nie mogłam się przyłączyć, no ale cóż... siła wyższa.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017