Rano tzn. ok. 7:20, kiedy wyjeżdżałem z domu było chłodno ok. 14*C i taka temperatura fajnie mnie orzeźwiła przed pracą. Po pracy Słońce rozgrzało eter do 30*C i wracałem w prawdziwym upale. Mimo tego, postanowiłem jechać do domu okrężną drogą, wstępując przy okazji do przyjaciela, zamieszkującego zacienione miejsce w Puszczy Zielonce. W końcu dnia zawitałem w mojej wiosce, obserwując po raz kolejny przepiękny zachód słońca, zresztą proszę bardzo:
Marek - A dziękuję. Trollking - Raczej człowiek-aparat :-) zarazek - A wyobraź sobie, że w moim małym, kieszonkowym kompakcie posiadam aż 18x zoom optyczny! A stabilizacja to zależy od naświetlenia np. Słońce robię "z rąsi". gdynia - Oooo jak miło Was znów widzieć - super. Ja to tak wcale aktywny to nie jestem....wyobraźcie sobie, że w tym roku przejechałem tylko 1500km ;S To mówi samo za siebie.
Grigori cały czas aktywny na blogu i fotki tak samo dobre jak kiedyś ;) Wróciliśmy do żywych za sprawą naszej wyprawy do Odessy, miło odwiedzić starego znajomego :) Pozdrower!
Chyba co najmniej dyszka zoom masz w tym aparacie (lub więcej)? Stabilizujesz statywem, czy "z rąsi"? ;) Jak zwykle dużo "energii" na zdjęciach. Zwłaszcza 2 ostatnie fajne.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017