Jezioro Swarzędzkie, dolina Cybiny, Jezioro Kowalskie.
Oto trasa:
Wyjechałem zatem opatulony w przeróżne rowerowe technologie odzieżowe, bo na zewnątrz niby -7, ale wicher wiał tak silny że odczuwało się temperaturę dużo niższą. Wziąłem także gorącą kawę zbożową z mlekiem w termosie, bo nie ma nic przyjemniejszego na mrozie jak łyk czegoś parzącego.
Nad J.Swarzędzkim nie spotkałem żadnego rowerzysty, ale za to kilku biegaczy i zniszczonego fiacika.

Na parkingu przy Jeziorze Swarzędzkim, między Gruszczynem a Zielińcem stał ten zniszczony Fiat. Żal samochodziku...:(

Jezioro Swarzędzkie dzielnie walczy z naporem fali mrozu.

Na ścieżce tuż przy brzegu Jeziora Swarzędzkiego w Swarzędzu.
Po objechaniu Jeziora Swarzędzkiego odbiłem w stronę Gortatowa, na ścieżkę dydaktyczną przy dolinie rzeki Cybiny. Krajobraz z tamtejszego punktu widokowego znam już doskonale i kilka razy wstawiałem na blogu. Dziś postanowiłem wejść po skarpie, w niedostępnym miejscu i uraczyć swoje oczy widokiem na ów dolinę z jeszcze wyższego punktu, bo na szczycie zwichrowanego pola.
Cóż za potworny wicher tam hulał! Stojąc na szczycie pola, drobinki piasku ze śniegiem smagane sążnistymi podmuchami wiatru chciały podnieść mnie do góry. Aby zrobić zdjęcia musiałem zdjąć rękawiczki....dłonie zamarzały na kość po kilkunastu sekundach.

Wchodzę więc na polny szczyt, a dookoła widoki jakby pustynne...

Strzał okiem na prawo, a w oddali Uzarzewo.

Strzał okiem na lewo, a tam dolina Cybiny, Gruszczyn i komin EC Karolin na horyzoncie.

Powolutku cała woda skuta zostanie lodem. Tymczasem pozostają jeszcze takie wodne wysepki, z których korzystał w tej chwili łabędź.

Widoki na tym polnym wzgórzu przypominały mi troszkę łebską wydmę.

A mroźny, przeszywający pyłem wicher wiał tak mocno, że tumany wzbijały się w niebo.
Przemierzyłem odcinek wzdłuż doliny Cybiny, wyjeżdżając gdzieś przed wsią Uzarzewo. W lesie wyciągnąłem parzącą kawę z termosu i wziąłem kilka rzęsistych łyków - co za błogostan mnie dopadł. Rower, mróz, śnieg, piękne widoki, gorąca kawa...nic więcej mi trzeba nie było w tym momencie. Niesiony chwilą błogostanu, postanowiłem przedłużyć sobie nieco trasę skręcając na Uzarzewo - Święcinek, skąd prowadziła długa prosta po polu, gdzie jechałem pod wiatr. Jest tam może ze 2 kilometry, ale jazda pod tak silny i niesamowicie przeszywający mrozem wicher odebrało mi sporo sił. Potem schowałem się odrobinę w lesie i czułem jak palce u nóg zaczynają mi pulsować z zimna.

Łapy odpadają, ale zaraz będzie dobrze - kawa inka z mlekiem w parzącej odsł>

Saren widziałem dziś sporo w okolicach Uzarzewa, ale tylko tej postanowiłem cyknąć fotkę dla potomnych :-) ....bo przecież mój blog bez zwierząt nie byłby moim blogiem :-)

Oto odsłonięta droga polna z Uzarzewa - Święcinka do Góry, gdzie mroźny wicher wiejący w twarz, zabrał mi sporo sił. Przez tę drogę przebiegły mi dwa spore stada saren, ale nie miałem siły wyciągać aparatu...
Potem udałem się do Jerzykowa, skąd moimi leśnymi fyrtlami wróciłem do Wierzonki. Został mi jeszcze kubek gorącej inki, który opróżniam w Barcinku, zaledwie żabi skok od domu. Jezioro Kowalskie w jakiś 80% pokryte już lodem, a przy jego brzegach sporo ludzi skaczących po wystających kępach - stan wody na zalewie jest chyba najniższy w historii.

Jezioro Kowalskie - widok z Barcinka.

Na koniec zdjęcie dzięcioła, który niczym nie zawstydzony wystukiwał dzięcioli alfabet na słupie telegraficznym.




