Jakże odmienny widok za oknem w 2016 roku. Jest biało i mroźno, czyli dla mnie bardzo przyjemnie - szybko spełniają się noworoczne życzenia, aby ten był udany :-) Pojechałem po cieniutkiej warstwie świeżego śniegu, leżącego luźno na drogach asfaltowych, które zaprowadziły mnie do Gminy Kiszkowo. Przejeżdżałem przez kilka wiosek, a po drodze cisza i brak żywej duszy. Nawet na nieco bardziej ruchliwych drogach jak np. Pobiedziska - Kiszkowo mogłem jechać wężykiem i nikt by mnie nie przejechał. Coś mi się wydaje, że połowa narodu leczyła dziś kaca :-) Śnieg delikatnie sobie prószył, nadając tej noworocznej wycieczce zimowego klimatu, a mróz policzkował moją twarz. Ubrałem się idealnie i przez te 50km.żadna część ciała mi nie zmarzła (no dobra, poliki trochę), w dodatku wziąłem dziś gorącą kawę w termosie, a to na mrozie jest zbawienie.
Trasa: ździsie: Jezioro Wronczyńskie Duże w zimowej scenerii.
Sroczyn - Węgorzewo.
Jezioro Turostowskie
Paw w Turostowie :-)
Wreszcie ZIMA!
Komentarze (9)
Trollking - dobre :) Ja też myślałem że posylwestrowe pawie wyglądają inaczej.
Fajnie że coś śniegu u Ciebie spadło. Ja wyczekiwałem na ten śnieg bo miał być w prognozach, ale niestety dla Gniezna i Trzemeszna nic białego puchu nie sypnęło.
Ale przyfarciłeś z tym śniegiem :D Ja wróciłem po sylwestrowej imprezie do domu o godzinie 18. Było ciemno, na termometrze -7, więc odechciało się jakiejkolwiek jazdy :-D Mając jednak info o śniegu w pobliskich rejonach, zszedłem na dół i zmieniłem łysą oponę na przednim kole na nową, co by przyczepność była lepsza przy najbliższych wypadach :-)
Kamil - Aha no i zapomniałem dodać istotnej rzeczy - oczywiście buty - ja zimą jeżdżę z wielu względów na platformowych pedałach, dlatego zakładam zwykłe buty, z tym że są to buty pełne pod kostki, ale bez ocieplenia, bo by mi ocieplacze z neoprenu nie weszły.
Mr Jerry - Właśnie to zaobserwowałem, bo na drogach za Kiszkowem już jakby mniej biało było. A paw chodził sobie w pewnym gospodarstwie w Turostowie. Kamil - Najprawdopodobniej za cienko się odziałeś, tzn. niedostatecznie zabezpieczyłeś najbardziej newralgiczne części ciała podczas mrozu czyli stopy, palce rąk, uszy. Podam Ci garderobę na taką temperaturę jak dzisiejsza. Bielizna termoaktywna (góra i dół), czapka zakrywająca uszy z polaru (HiMountain), Kask, spodnie długie z ociepleniem na szelkach, skarpety grube z bawełny, neoprenowe ocieplacze na buty (ja mam Endura i szczerze polecam), kurtka zimowa z membraną (ja kupiłem za ok.250zł. w Decathlonie i jest rewelacyjna, bo pod spodem miałem tylko bieliznę termo.), rękawiczki górskie na ostre mrozy (ja kupiłem od Hi Mountain, są nieporęczne, bo duże i grube, ale nie ma mrozu, żeby mi palce w nich zmarzły)....oczywiście to zestaw do jazdy w mrozie do -5*C, poniżej tego to.....nie chce mi się pisać :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017