To nie żadne anomalie - dziś 20 grudnia Słońce świeciło na czystym niebie, podgrzewając powietrze do 10*C. Wykorzystałem to robiąc sobie tripa po asfalcie, bo gdy jest zimno i wietrznie, chowam się zazwyczaj w lesie - dzisiaj nie było takiej potrzeby. Tym sposobem koła roweru spontanicznie zaprowadziły mnie aż nad Jezioro Lednickie.
Trasa wyglądała tak: ździsie: W Latalicach na pewnym podwórku, od wielu lat stoi i rdzewieje taki oto klasyk.....żal.
Zdjęcie przed lutrem? Czemuż by nie...
Wiatrak w Rybitwach
Jezioro Lednickie z plaży w Rybitwach.
Jadąc dalej natrafiam na odsłonięte nieco Jezioro Głębokie.
We wsi Ujazd - Stołnhejncz :-)
Bacznie obserwuje mnie myszołów.
Droga polna Węgorzewo - Charzewo.
Całkiem figlarny dworek w Charzewie.
Stadko saren
Na koniec zdjęcie samolotu przelatującego mi nad głową. Wydaje mi się, że to Airbus A380, czy ktoś się zna na lotnictwie? Ciekawi mnie czy to właśnie ten największy na ziemi statek powietrzny frunął mi nad głową.... Może to powiększone ułatwi zadanie....
Fajnie się dziś kręciło. Jednak ciepełko i brak wiatru dużo pomagają w kręceniu korbą. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam zaglądających tutaj.
Komentarze (13)
Fajowskie foty , lustro jakoś dziwnie wygląda jak by wklejone hehe
Na samolotach się nie znam, za to uwielbiam dziką przyrodę i znów za myszołowa masz plusa ;) dziś mi jeden taki leciał nad głową, ale weź w pięć sekund wyjmij telefon, włącz aparat, ustaw ostrość i zrób zdjęcie. No się nie da. Jam nie Grigor :)
Pogoda faktycznie dzisiaj dopisała. Co patrzę, to niemal każdy gdzieś się ruszył. Oby podobnie było w niedzielę poświąteczną. Może udałoby się zorganizować wspólnego tripa. Coś czytałem, że ekipa ze Swaja do Puszczy Zielonka ma śmigać.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017