Termometr wskazywał 3*C, dlatego doświadczony zeszłotygodniową wycieczką ze zmarzniętymi palcami, założyłem dziś ocieplacze na stopy. Było to dobre posunięcie, gdyż przez te 2 godziny jazdy miałem komfort cieplny w nogach. Kładąc nacisk na stopy, zapomniałem jednak o uszach, które dały mi znać o swoim cierpieniu zmieniając kolor na purpurowy.
Dzisiejsza wycieczka, to ta z serii "byle pojeździć" i nie miałem żadnego konkretnego celu. Było troszkę po lesie, było troszkę po asfalcie, było troszkę po polu. Było tak: Wierzonka - Dębogóra - Ludwikowo - Tuczno - Stęszewko - Wronczyn - Złotniczki - Krześlice - Bednary - Stęszewko - Tuczno - Karłowice - Wierzonka. Słońce świeciło dziś pełną krasą, jednak niski kąt padania promieni o tej porze nie daje takiego efektu jak latem, przez co światła jakby mniej dookoła. Na otwartych przestrzeniach wiatr wiał silnie, co potęgowało ból uszu, dlatego zawinąłem się do domu. Nastał czas, kiedy przyroda zasnęła na dobre, czekając na pierwszy śnieg i mrozy - przedzimie.
ździsie: Bór świerkowo - sosnowy w Ludwikowie.
28 listopada - Słońce w zenicie. A będzie jeszcze niżej przez prawie miesiąc....
Ja tam kominiarkę zakładam już poniżej 10 stopni, mam taką fajną cienką termoaktywną. Sprawdza się super, chroniąc idealnie szyję i uszy przed wiatrem. A jak już mróz, to czapeczka pod kask z membraną.
Trollking - Miałem tylko bandanę pod kaskiem. Jednak 3*C to jednak zbyt niska temperatura jak na takie cienkie nakrycie. Wiedziałem, że drugie zdjęcie zdjęcie się spodoba - ma w sobie coś takiego nostalgicznego i tajemniczego. Jolka - Proszę bardzo :-) Monica - Wykorzystałem świecące Słońce tego dnia i tak wyszło. Lasy iglaste zawsze są piękne. Trasa - Pani Kot z Wierzenicy to tak jeździ, że mi szczena opada - Ona to jest dla mnie ewenementem! Ja dużo skromniej, jednak jeździł będę i wpisy też będą, bo dla mnie sezon trwa cały rok. Miło mi bardzo :-) MLJ - Mi Twoje też się podobają Marek - wybacz mi ostatnią abstynencję co do komentowania Twoich wpisów, muszę to koniecznie nadrobić.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017