Jak mówi tytuł, sporo dziś terenu, ale takie z prawdziwego zdarzenia :-) Najpierw odwiedziny wyschniętego dna Jeziora Kowalskiego i jazda po mulistym dnie. Potem wjazd w jakieś łąki, potem troszkę drogami polnymi, aby kilka kilometrów grząźć w miękkiej, świeżo zaoranej glebie, następnie znowu troszkę dróg polnych i chodnikiem do domu, bo lamp nie wziąłem a zrobiło się ciemno.
Taki sobie spontaniczny wypadzik przedwieczorny, po pracy. Jazda po dzisiejszej nawierzchni dała moim nogom w kość, ale co zrobić jak się to po prostu kocha. Cisza, spokój, ja, mój rower i ta dzicz dookoła :-)
Ślad trasy dla ciekawskich: No i 4 ździsie: Zachodni brzeg Jeziora Kowalskiego - z pięknej zatoczki, zrobiła się mała sadzawka.
Po śladach przy brzegu, widać że off roadowcy nie próżnują.
Zajechane opony na polu
Szarzyzna którą bardzo lubię.
Komentarze (2)
Faktycznie poziom wody drastycznie niski. Ładnie pokręciłeś w ostatnich dniach po tych lasach :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017