Nareszcie napęd do zimówki zamontowany i wyregulowany. Dziś postanowiłem przetestować ów cudeńko i zrobiłem sobie tripa treningowego po asfalcie. Cała trasa po ciemku, bo wyjechałem dopiero ok.18:00 i pół na pół pod wiatr i z wiatrem. Wszystkie części napędu okazały się pięknie współgrać ze sobą i test został zaliczony pozytywnie. Teraz nie mogę się doczekać jazdy po leśnych drogach, a najlepiej gdyby dowaliło śniegiem i mrozem....
Tak to wygląda: Kolejny zestaw do zajechania.
A oto trasa treningu testowego:
Komentarze (7)
Grigor - najlepiej zmieniać łańcuch częściej, zanim zmieli kasetę - wychodzi taniej. Mój Kross przejechał już 6kkm i jeszcze pewnie jeden łańcuch przetrzyma na obecnej kasecie. A przypuszczam że korba wytrzyma jeszcze jeszcze więcej.
Życzę bezawaryjnej jazdy zimą, z nowym napędem...:) A ja lubię śnieg i mróz,szczególnie jak jeździ się po lesie. Są wtedy cudowne widoki no i jazda jest pewnym ekstremalnym wyzwaniem. Rower po jeździe trzeba jednak umyć, przesmarować napęd,wtedy nie będzie żadnych problemów... Pozdrawiam :)
Też mam nowy! Jak widać za długo w zazdrości nie wytrzymałem i też sobie zafundowałem. Ale mam nadzieję crossa testować jak najmniej. Ani mi się waż życzyć śniegu :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017