Po ciemku w lesie.
Kiedy skręcałem już pod dom i miałem kończyć jazdę, nagle zza wierzonkowskiej pętli autobusowej wyjechał jakiś dobrze oświetlony rowerzysta. Patrzę a to kolega Michał :-) Tym sposobem podłączyłem się do niego i przejechaliśmy jeszcze razem jakieś 15km. Michała zostawiłem gdzieś pod Pobiedziskami, bo nie dałbym rady jechać jego dzisiejszej trasy, zważywszy też na to że za ciepło się ubrałem, w bidonie pusto, a tempo mieliśmy naprawdę duże. Z Pobiedzisk wracałem sam najszybszą, polno - leśną ścieżką pod silny wiatr. Chyba nie muszę mówić jak byłem wyjebany schodząc z roweru :-S
ździsiów nie robiłem po drodze, bo i tak nic by nie było widać, ale takie jakieś jedno z lasu zapodam:





