Nie miałem dziś za wiele czasu na przyjemność kręcenia korbą, tym bardziej że wstałem o 11....ale te kilka kilometrów po lesie PK Puszcza Zielonka udało mi się nakręcić. Gdy wyjeżdżałem kropił deszcz, który towarzyszył mi przez cały czas jazdy, do tego ogólne zamglenie i szarość otoczenia ehh. Na szczęście w lesie szarość ginie między drzewami i jazda staje się kolorowa, jest pomarańcz butwiejących liści, zieleń mchu i pni drzew, żółć piaszczystych ścieżek no i czerwień krwi....tak właśnie czerwień krwi, w tym przypadku padłego, starego daniela którego mięso rozszarpywane było przez kruki i młodego bielika... Widok dość makabryczny, ale nie zraziłem się tym, gdyż to przecież czysta natura, a daniel nie poszedł przecież na marne - w naturze nic nie ginie! Szkoda tylko, że to całe ptactwo nie dało się ująć w kadrze. Bardzo płochliwe to ptaki i gdy tylko zbliżyłem się w polu ich widzenia, w koronach drzew robiło się ciemno od kruczych piór, a po lesie unosiło się echo ich krakania i ten młody orzeł bielik zrobił na mnie ogromne wrażenie!
ździsie:
dębogórska biblioteczka ogólnowiejska - bardzo fajna sprawa :-)
Bez drobnej awarii się dziś nie obyło. Łańcuch się zakleszczył...
Padły daniel
Nowo odkryty punkt obserwacyjny - oczywiście wlazłem :-)
Widok z drzewa na tereny podmokłe niedaleko Zielonki
Czaple siwe na polu we Wierzenicy
Komentarze (10)
znalezione nie kradzione jak mówi stare indiańskie przysłowie ale Bolanda to byc dziwna kraina
ramboniebieski - Często jest tak, że nie dostrzegamy przyrody nas otaczającej. Mogę się założyć, że i w Twoich okolicach znaleźć można wiele ciekawych zwierząt. A czy ktoś korzysta z biblioteczki, to nie wiem...ale gdyby miało tak być, to komu by się chciało tworzyć takie coś... Sebek - Tak szczerze nie zagłębiałem się w tytuły. Wydaje mi się, że książki się wypożycza na zasadzie sąsiedzkiego zaufania - pożyczam - czytam - oddaję. A punkt obserwacyjny rzeczywiście lichota. Ledwo tam wlazłem, bo szczebli brakowało, a te które pozostały trzymały się na jednym gwoździu! Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził widoku :-))) Daniel - Hehe, ale mandatu od straży leśnej :-))) Trollking - Nie no ambonka, to już kilkukilometrowa historia dalej...a daniel albo padł ze starości, albo z choroby...Dzięki :-) jelon85 - Raczej natura myślę, a ambonka to tylko dla sportowców - czyli chudzielców :-) Nefre - W sumie to pierwszy raz napotkałem taki widok w mojej puszczy, a wiesz że jeżdżę już tam sporo. Kamil - No ja też tak zareagowałem :-) Monica - Dokładnie tak, jak mówisz! Klimat tego wypadu był specyficzny - takie nasze wielkopolskie safari...
No to rzeczywiście Twoja puszcza pokazała swe pierwotne oblicze... ;-) Mogę sobie wyobrazić ten klimat: szaro, deszczowo i stado kraczących kruków nad padliną...
Mam nadzieję, że "punkt obserwacyjny" nie był jednocześnie miejscem, z którego danielowi udało się nagle "paść". Bo znając mendy, zwane fachowo myśliwymi, coś mi tu - dosłownie - śmierdzi. Ale jeśli poroże przetrwało to chyba się mylę - oni by takim trofeum nie wzgardzili, nawet jeśli musieliby je nieść kosztem spalenia sadła z brzuchali.
Bardzo ciekawa porcja zdjęć. Jakieś ciekawe pozycje w bibliotece były? To można wypożyczać czy trzeba na miejscu czytać? Ten punkt obserwacyjny tak trochę licho wygląda - strach był przy włażeniu?
Ja muszę pojechać do Chorzowskiego ZOO żeby zobaczyć czaple czy bielika, daniela i inne... Ty masz to na wyciągnięcie ręki i to jest super. To sama przyjemność mieszkać w takiej okolicy, tak blisko puszczy w tak pięknym krajobrazie. Ta biblioteczka, to rewelka całkowita. I ludzie z niej korzystają? Pozdr:))
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017