Niedzielny wypad po Gminie Swarzędz w towarzystwie ojca i brata. Dziś poczułem właśnie to, czego się kiedyś obawiałem - moja forma zeszła kilka leveli niżej i po 5 dyszkach miałem dość :-( Teraz już ciężko będzie wrócić do formy sprzed kilku miesięcy. Po cichu czekam za zimą...
Czerwona ważka wielkości konia
kolory lata na wiadukcie w Rabowicach
Wojtas żre zboże, a tata coś pokazuje
Komentarze (7)
Kot dobrze prawi, wybierz się tam gdzie jeszcze rowerem nie byłeś, a na nowo poczujesz radość z jazdy :) To działa :)
Monika, temu zima bo Grigor to jest taki zwierz co lubi śnieg i mróz, lubi lepić bałwanki i wpadać po pas w zaspy - najlepiej rowerem :) To świr, tylko pewnie je jakieś kradzione truskawki prosto z pola niemyte i tak to na niego działa ha ha ha :) Widzę, że Wojtek też lubi tak sobie z pola coś zjeść jak braciszek ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017