Kolejny słoneczny dzień i jazda do pracy. Rano temperatura niska, niecałe 2*C od razu mnie obudziły i nie trzeba mi mocnej kawy :-) Po 8h kiedy wyszedłem z pracy, na niebie Słońce rozświetlone było już na maksa i temperatura wzrosła do 14*C. Dziś jednak nie robiłem kilometrów z biegu, tylko podjechałem do domu w celach obiadowych. Po najedzeniu wsiadłem z powrotem na rower i pojechałem przed siebie. Ubrałem się dobrze i nic mi nie przeszkadzało podczas jazdy, warunki były wyśmienite. Jadąc przez Swarzędz spotkałem zapuszkowanego Wazę, z kolarzówką na dachu. Pogadaliśmy chwilkę i pognałem dalej. Zresztą Waza to chyba najczęściej spotykany przeze mnie biker w cywilu :-) Jechałem potem przy świetle lampki i Księżyca z zadowoloną miną, bo brzuch był pełny. Ze zdjęciami dziś nie szalałem, gdyż rower tak mi dobrze jechał że nie chciało mi się zatrzymywać, no i noc była. Ale plan na dziś wykonany.
Poranne refleksy
Nocny powrót
Do następnego i miłej nocy :-)
Komentarze (8)
heh bo ja ostatnio więcej wożę rowery niż na nich jeżdżę :)
Sebek - od tego roku jestem w posiadaniu super licznika, który ma funkcję TripSection i wystarczy jeden klik, aby włączyć oddzielne naliczanie dystansu (taki jakby drugi licznik) Super funkcja, bo o ile nie zapomni się włączania i wyłączania w momencie wjazdu i wyjazdu z terenu, to pokazać ona może dystans co do metra.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017