Z mediów wiem, że w innych polskich rejonach śniegu leży tyle, że nawet pługiem przejechać się nie da. Jednak w moich wielkopolskich okolicach nastąpiła dziś odwilż, która w przeciągu kilku godzin stopiła śnieg, który zalegał na drogach. Całkiem ciepłą i słoneczną pogodę postanowiłem dziś wykorzystać wraz z Piotrasem.
Jeździliśmy po gminach: Swarzędz, Kostrzyn, Łubowo, Kiszkowo, Pobiedziska.
Ze względu na roztopy wybraliśmy dziś wariant asfaltowy i praktycznie cała trasa prowadziła po mokrych, mokrzejszych i najmokrzejszych drogach :-)
Ależ sobie dziś wypocząłem na rowerze! Mimo lekkiego bólu nóg, jazda sprawiała przyjemność, ale przydałyby mi się błotniki, bo na pewnym odcinku drogi technicznej przy S5 dupę mi tak wymoczyło, że potem lekki dyskomfort trzymał aż do końca jazdy przez to, jednak niczym się nie przejmowałem, bo Słońce tak ładnie świeciło i to dawało dużo radości i ładnych widoków. Na polach sporo zwierzyny, moją uwagę przykuły dziś spore stada saren i gęsi. Jazda w tak mokrych warunkach wymusiła na nas wolne tempo, co bardzo mi odpowiadało dnia dzisiejszego, gdyż mogłem skupić się na cyknięciu kilku fajnych zdjęć.
Po drodze zatrzymaliśmy się w restauracji na małą czarną przy słodkiej babce i promieniach Słońca.
Było dziś na prawdę bardzo miło. Zażyłem w końcu po tygodniu banicji troszkę roweru. Przetestowałem nowy napęd, który sprawuje się wyśmienicie, ale także sprawdziłem działanie nowej bielizny termoaktywnej oraz nowych, zimowych rękawic.
Pojeździłem w najlepszym towarzystwie, zrobiłem setkę i cieszyłem się słoneczną chwilą - niczego więcej mi nie potrzeba :-)
Nie pomyliłem się! Przyszła sobota to Grigor walnął fajną wycieczkę z równie fajnymi fotami. Tak szybko ten cały śnieg się roztopił? Cały dzień w pracy siedziałem to nawet nie mam pojęcia co się dzieje za miastem :P
Biskupice to dzielnica Zabrza, ale nie ma takiego super Elfa. Ma natomiast tramwaj nr 5, a powstanie Biskupic datuje się na XII wiek. Fantastyczna wycieczka; daleka i w pełnym słońcu. Dzisiaj na Śląsku też było słonecznie i pogoda właściwie zupełnie wiosenna, ciepło i pachniała roślinność. Całe popołudnie spędziłem w serwisie przygotowując Jasia MTB do sezonu. Pozdrawiam.
Super wyprawa i znowu setka gratulacje, a Ja zmagałem się dzisiaj w terenie ciężko było ale słoneczko ładnie swieciło, i bardzo szybko błoto się zrobiło.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017