Jazda figurowa na lodzie.

Niedziela, 19 stycznia 2014 · Komentarze(15)
Kategoria 1-40 km
Moje stare opony założone do zimowego Felta spisywały się w dzisiejszych warunkach (gołoledź) tak jak powinny, czyli nic nie robiły, oprócz oczywiście tego że się toczyły...
Już na dzień dobry po kilkuset metrach przejechanych chodnikiem doznałem olśnienia, witając się uprzejmie z podłożem, twardym i zimnym. Na szczęście jechałem na tyle wolno, iż żadnego uszczerbku ani ja, ani rower nie doznaliśmy.
Po tej inauguracyjnej glebie jechałem nazbyt ostrożnie, aby coś podobnego miało się wydarzyć, choć czasem było blisko, szczególnie na wyboistych drogach gruntowych np. we wsi Wronczynek.
Mimo tak niesprzyjających warunków: gołoledź, minusowa temperatura, silny wiatr, po drodze spotkałem kilku hardcorowców uprawiających różne sporty np. biegi, nordic walking lub jednego rowerzystę, jednak moim zdaniem rower to najgorszy wybór na taki lód, ale co miałem zrobić jak biegać nie lubię, a i łyżew nie posiadam :-)
Uwierzcie mi, że jazda na jednośladzie po zupełnym lodzie to nie lada wyczyn. Każde nawet kontrolowanie drgnięcie kierownicy powoduje utratę przyczepności, czego skutkiem może być bolesny upadek. Dlatego jechałem dziś nadzwyczaj asekuracyjnie, wolno i nomen omen rozważnie - jeśli w ogóle mogę o tym mówić w swoim przypadku ;-)
Jednak wbrew gestom niektórych kierowców, pukających się w czoło podczas manewru wymijania ja bardzo się cieszę z tych paru dzisiejszych kilometrów i dzień uważam za nie stracony - bo pojeździłem i żyję :-)

Zdjęcia ze względu na panującą szarość otocznia, są takie jakie są, ale to przecież nasz polski klimat:



Tak prezentował sie Felt po wczorajszej błotnej wycieczce, mycie było nieuniknione
Tak prezentował sie Felt po wczorajszej błotnej wycieczce, mycie było nieuniknione © grigor86

Gołoledź na chodniku spowodowała moją pierwszą wywrotkę tego roku
Gołoledź na chodniku spowodowała moją pierwszą wywrotkę tego roku © grigor86

Felt czyściutki :-)
Felt czyściutki :-) © grigor86

Droga do Tuczna także cała w lodzie
Droga do Tuczna także cała w lodzie © grigor86

Wronczynek - drogi gruntowe to prawdziwe lodowisko w dniu dzisiejszym, jechało sie na prawdę cięko
Wronczynek - drogi gruntowe to prawdziwe lodowisko w dniu dzisiejszym, jechało się na prawdę ciężko © grigor86



Owoce dzikiej róży - jedyne kolorowe aspekty dzisiejszej wycieczki
Owoce dzikiej róży - jedyne kolorowe aspekty dzisiejszej wycieczki © grigor86

Sam dziś nie jeździłem - młody nieświadomy jakim jest hardcorowcem :-)
Sam dziś nie jeździłem - młody nieświadomy jakim jest hardcorowcem :-) © grigor86

Jezioro Wronczyńskie Duże jeszcze w postaci płynnej
Jezioro Wronczyńskie Duże jeszcze w postaci płynnej © grigor86

No i koniec weekendowego kręcenia. 

Komentarze (15)

Co do łyżwy o której pisales to wiesz,potrzema matką wynalazków:):):):): kwestia czasu, reka do majsterkowania i jazda. Pozdro

jarek roadrunner 19:31 środa, 22 stycznia 2014

Co do łyżwy o której pisales to wiesz,potrzema matką wynalazków:):):):): kwestia czasu, reka do majsterkowania i jazda. Pozdro

jarek roadrunner 19:30 środa, 22 stycznia 2014

Trollking - Eee no nie był to groźny upadek, potraktowałem to jako trening równowagi :-) Ja lubię jeździć w warunkach, które inni uważają za ekstremalne .
Monica - czyli potwierdziłem stereotyp gdzie mądry Polak po fakcie :-)
marcingt - i dlatego właśnie cieszę się, że dorobiłem się tej zimówki. Białym Feltem pewnie też bym pauzował.
Aniuta - Spokojnie, spokojnie....sielanka i u Was się skończy ;-)
ramboniebieski - Ach ta robota! Ile ona czasu zabiera....ale z drugiej strony bez niej guzik bym jeździł.
jelon85 - Polecam spróbować jazdy po szklaneczce mistrzu :-0
z3waza - Rowerem!? Na samą myśl boli mnie prawa część ciała :-)
sikorski33 - Bieżnik w dobrym stanie to podstawa. Ja zauważyłem, że wąska opona 2.0 lepiej sobie radzi w śniegu od grubej z twardej gumy. Continental Race KIng vs Kenda Nevegal. Conti o niebo lepsza przyczepność. Ale z kolcami to już zapewne inna baja, ale mnie nie stać :-)
sebekfireman - Masz podobne podejście do tematu jak ja widzę - fun musi być! :-)
Dynio - Zamień w swoim słowniku słowo problem na wyzwanie, a świat zacznie nabierać innych barw ;-)
benasek - Wręcz przeciwnie, jak na zimę jest całkiem spoko. Przecież dopiero od kilku dni zawitała do nas jako taka zima, a w zeszłym roku co było?

grigor86 20:32 wtorek, 21 stycznia 2014

Nie rozpieszcza pogoda rowerzystów, nie rozpieszcza...

benasek 21:34 niedziela, 19 stycznia 2014

Horror z takim lodem, fuj, ble....

Dynio 20:57 niedziela, 19 stycznia 2014

Ale Ci zazdroszczę że mogłeś sobie dzisiaj pojeździć. Całkiem dobrą średnią miałeś mimo tego lodowiska. Jak widziałem to dzisiejsze lodowisko to w myślach miałem jak fajnie by się po tym śmigało :) Ale może nic straconego, bo podobno jutro zanosi się na powtórkę.

sebekfireman 19:05 niedziela, 19 stycznia 2014

Ja w zimę spuszczam powietrze w oponach do 2,5 atm. Oczywiście opony muszą być terenowe i w dobrym stanie. Już trzecią zimę nie leżałem. Styczeń na wybrzeżu jest zimowy. Fajnie że żyjesz hi,hi,hi.
Pozdrawiam

sikorski33 18:31 niedziela, 19 stycznia 2014

młody jak młody - w Pobiedziajach kobitka sobie kierowała jedną rąsią i pięknie wchodziła w zakręty

z3waza 18:17 niedziela, 19 stycznia 2014

Ale "szklanka" na tym chodniku! Całe szczęście, że bez urazówki ta gleba:) Szacun za ten dzisiejszy wypad!

jelon85 17:49 niedziela, 19 stycznia 2014

Podziwiam i gratuluję. U mnie pogoda super do jazdy, tylko trochę czasu potrzeba. Zakończyliśmy w robocie przygotowania do targów, więc...jazda!

ramboniebieski 17:09 niedziela, 19 stycznia 2014

Jesteś hardkorem Grigor!
Generalnie ja też nie lubię biegać, ale od tygodnia już nic innego mi nie pozostaje jak biegać chociaż 4 razy w tygodniu dyszkę. Zimówki nie mam, a żal mi niszczyć mój podstawowy rower w który zainwestowałem sporo ciężko zarobionych pieniędzy, a żadnym bogolem nie jestem. W każdym razie moją receptą na bieganie jest myślenie przez tą okraszoną potem i bólem godzinę o tym jak to będę jeździł sobie rowerem w piękną, słoneczną pogodę :D

marcingt 16:36 niedziela, 19 stycznia 2014

Hardcore jak nic, dobrze że z happy endem ;-) Czasem jednak jak widać upadki są potrzebne, aby doznać jakiegoś olśnienia i podnieść się z upadku jeszcze silniejszym ;-) Również Tobie upadek posłużył, skoro nabrałeś po nim pewnej ostrożności ;-)

Monica 16:13 niedziela, 19 stycznia 2014

No to witaj w klubie hardkorowców ;) dziwię się, że po upadku ruszyłeś, ja bym chyba odpuścił. Akurat u mnie najgorsze zaczęło się jak już siedziałem głęboko w siodełku, więc wyjścia nie miałem. Jakimś cudem jeszcze upadku w tym roku nie zaliczyłem, mimo że jechałem na slikach. Cud jakiś :) Gratuluję determinacji!

Trollking 16:03 niedziela, 19 stycznia 2014
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!