Dziś sobota - upragniony weekend i mnóstwo pomysłów w głowie "gdzie by tu pojeździć"...No i ze względu na moje ostatnie nocne kręcenie po pracy, miałem dość asfaltów i postanowiłem w końcu pojeździć po lesie za widna :-)
Byłem przygotowany psychicznie na tony błota i nieprzejezdne szlaki, dlatego wjeżdżałem wszędzie gdzie zazwyczaj przy suchych warunkach wjeżdżam.
W
Puszczy Zielonka nadal trwa intensywna wycinka drzew i to właśnie w tych miejscach błota jest najwięcej. Traktory, ciągniki siodłowe itp. zmieniają ładne, leśne drogi w totalną "taplaninę" błotną, którą po prostu komfortowo przejechać rowerem się nie da. Wiele razy lawirowałem po całej szerokości drogi, ślizgając się w błotnych koleinach i brodząc w brudnych kałużach. Jednak ku uciesze ludzi pracujących w lesie, fajnie się przy tym bawiłem, brudząc wszystkie ciuchy jakie na sobie miałem.
Po ostatnich opadach śniegu nie zostało już prawie nic, tylko w lesie leży jeszcze cienka warstwa szybko topniejącego białego puchu. Ale tak w sumie...... czy nie lepiej byłoby pojeździć w śniegu, niż w błocie?
Dziś przejechałem cały Park Krajobrazowy Puszcza Zielonka wzdłuż, dojeżdżając do Sławicy na północnym krańcu parku, odbiłem i pojechałem nieco bardziej na zachód od parku krajobrazowego, przemierzając fragment Wielkiego Pierścienia Rowerowego wokół Poznania od wsi Brzeźno do malutkiej osady Gozdowiec, gdzie ten paro kilometrowy, leśny odcinek sprawił mi niemały problem ze względu na największe błoto jakim miałem do tej pory zaszczyt jeździć rowerem. Ale jakoś dałem radę. Słyszałem tylko jak panowie pracujący przy ścince na mój widok mówili: "A ten dokąd jedzie?"
JPbike - Wiem, że Ty też czasem od takiego i większego błota nie stronisz. Czasem trzeba i tego zażyć, żeby sobie użyć :-) Monica - Dzięki bardzo za miłe słowo. Ano tak jak czytasz w moim nagłówku - Zarażony cyklozą :-))) dodoelk - U Ciebie zawsze jest zimniej. Akurat Poznań leży w takiej strefie pogodowej, gdzie średnie temperatury w roku są jednymi z najwyższych w kraju. Można powiedzieć, że mam tu swój mały mikroklimat :-) Trollking - Taki miałem zamiar :-) Ale z drugiej strony estetyka w przypadku roweru górskiego winna być postrzegana właśnie takimi błotno-kurzowymi obrazkami :-) z3waza - Rzeczywiście wyglądam jak taki zmutowany chomik na tym zdjęciu :-) Ta moja kominiarka to nierowerowa wersja tego czegoś co się kładzie pod kask np.do gokartów i zawsze mi wyłazi coś spod kołnierza :-S
Uuuu a to dopiero pasja ;-) U wszystkich znajomych cisza, tylko u Ciebie jak zwykle coś się dzieje, dzielnie kręcisz do przodu czy też raczej w kółko ;-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017