Cel n a dziś to zrobić 40km. w dobrym tempie. Pierwszy raz w tym roku jako trasę obrałem asfaltową pętelkę, którą powtórzyłem 5 razy, gdyż jej długość to ok.7,5km. Pętla to Wierzonka - Kobylnica - Wierzenica - Wierzonka i tak w koło..... Strasznie to nudne, ale wielkich wycieczek po ciemku, w deszczu, błocie i gęstej mgle robić się nie da, a formę trenować trzeba :-) Cel osiągnięty i średnia także mnie zadowala, bo jechać z taką prędkością tyle km. na góralu (zimówka) z grubymi oponami nie jest łatwo - jest moc, jest power DO PRZODU!!!
Bez komentarza :-)
Komentarze (8)
No no, jak bym Cię tak zobaczyła we mgle to bym miała trzy razy taką średnią heheh :)
Zresztą w nocy, w takiej pogodzie to ja nie wiem gdzie mam jeździć. Jeszcze żebym mieszkał w mieście, to po drogach rowerowych mógłbym śmigać, a tak to sam widzisz jaką dolinę odpier....m! Ale chyba lepsze to niż siedzenie w chacie przed tv, albo na trenażerze ;-)
Gościu? Wkroczyłeś na blog turysty rowerowego, nie zawodowca z ekipy saxo bank hehe. Zresztą zapraszam Cię serdecznie na mojego bloga - dużo fajnych wycieczek i zdjęć mam - średnią mam zazwyczaj w dupie hehe. No i masz rację średnia nie powala, mogłem więcej się postarać, ale ja się tam cieszę :-) DaruS - Dzięki men...uwierz mi, że lekko nie było, bo w powietrzu unosiła się tak gęsta mgła że nic dosłownie nie widziałem, do tego noc i ten mój rower z korbą za 5 dych :-) Najważniejsze, że jest satysfakcja. A humor to moje drugie imię haha (skromność też) :-)))))
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017