Jak zwykle wypad po pracy troszkę się dotlenić. Wyjechałem ok.19:20 Cel: zrobić 40km. Pogoda: ciepło, ale bardzo wietrznie. Większość trasy jechałem pod silny wiatr czołowy, dlatego dziwię się że średnia wyszła ponad 20/km/h. Trasa: Wierzonka - Kobylnica - Gruszczyn - Swarzędz - Jasin - Rabowice - Paczkowo - Sarbinowo - Jankowo - Biskupice - Jerzykowo - Kowalskie - Karłowice - Wierzonka - Wierzenica - Wierzonka.
Po drodze nic nadzwyczajnego, no może oprócz nowego, kolorowego mostu w Rabowicach.
Jazda pod tak silny wiatr dała mi wycisk i czuję nogi, jakbym przejechał ze 150km........ale cel dnia dzisiejszego osiągnięty, więc chillout :-) Do jutra.
Komentarze (8)
Wiadukt równie piękny, co i pożyteczny. Pracuję na ulicy Rabowickiej w firmie STS - jest to firma logistyczna, zajmująca się importem, eksportem i dystrybucją aut osobowych na terenie całej Europy - dodam, że dystrybucją głównie za pomocą autotransporterów. Zakład ten sąsiaduje z Panopą, BP, Steną, Twinningsem, CLIPem i kilkoma innymi firmami. Wiele z nich to potężne molochy, które generują na tej długiej i wąskiej ulicy masakryczny, apokaliptyczny wręcz ruch. Dość powiedzieć, że w godzinach 6.00, 14.00 i 22.00 (czyli w godzinach przekazywania zmian w większości tych firm) korki na tej ulicy są tak rozległe, że przejechanie odcinka między na przykład moim zakładem, a krzyżówką przy wiadukcie na ulicy Polnej (półkilometrowy odcinek) często jest kwestią nawet 50 (!) minut. W okresie letnim zdarza mi się do pracy dojechać rowerem - raz że przyjemniej jest pedałować, a nie się kisić w aucie stojącym w korku, a dwa - raz nawet udało mi się dotrzeć do domu szybciej, niż normalnie autobusem, czy samochodem (a mam do pokonania 45 km w jedną stronę - więc widać skalę problemu). :D
Ale do sedna - mnóstwo ludzi do pracy na tę ulicę dojeżdża od strony Wrześni, Kostrzyna, itd., ale niestety opuszczając ją muszą kierować się ze wszystkimi na ten jedyny wiadukt na ulicy Polnej. Nowo wybudowany wiadukt sytuację poprawi znacznie, bo skieruje wszystkie auta i ciężarówki chcące wyjechać w kierunku Warszawy (Wrześni, Kostrzyna) właśnie na niego - przepustowość będzie nieporównywalnie większa, sama ulica stanie się bezpieczniejsza, a ludzie spędzą mniej życia w korkach, niż normalnie. Ewentualne remonty także nie będą już tak straszne i uciążliwe, jak były do tej pory.
Polna to właśnie wiadukt kolejowy. W internecie można znieść sporo krytycznych opinii na temat nie samego pomysłu dodatkowej drogi dojazdowej, o której mówiło się od lat ale na temat kolejnego skrzyżowania na trasie Swarzędz – Września. Kiedyś tą trasę można było przejechać (przepisowo) poniżej pół godziny (z Centrum do Centrum). Obecnie przy ograniczeniach i fotoradarach raczej ciężko. Skrzyżowanie przy ETC należy do jednych z najniebezpieczniejszych w regionie - z tym może być podobnie. Pod koniec tego filmiku widać zamontowane już oznakowania skrzyżowania z DK92: http://www.telewizja-swarzedz.pl/archiwum,2013-07,film,777.
A mnie się wydaje, usprawni na tyle, że odciąży ruch na wiadukcie kolejowym w centrum Swarzędza zarówno od strony tirów (sporo z nich kursuje do Wrześni i z powrotem) oraz (a możę przede wszystkim) ułatwi dojazd pracownikom zakładów znajdujących się tam.
Także zastanawiam się, nad tym jak rozbudują połączenie miedzy tym wiaduktem a DK92.
Bobiko masz rację, ale za sam wiadukt płaci Gmina Swarzędz. Wiadukt ma na celu rozładowanie korków na Polnej i tu mnie ciekawi czy inwestycja robiona z takim rozmachem faktyczne usprawni wyjazd z Nowej Wsi.
Ciekawi mnie na ile inwestycja w Rabowicach okaże się sensowna. W pełni wiadukt do użytku ma być oddany dopiero latem. Jak budowali już z takim rozmachem to z DK92 mogli zrobić bezkolizyjny wiadukt, a tak będzie kolejne skrzyżowanie z sygnalizacją (zapewne z ograniczeniem do 60 km/h) na drodze Poznań-Września...
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017