Dziś taki zawodniczy z prawdziwego zdarzenia TRENING na oświetlonym przez Księżyc asfalcie i jak to mówią: "dzień bez roweru, dniem straconym" dlatego tak jak wczoraj, czyli jak tylko czas pozwolił o 19:00 wsiadłem na zimówkę i po 1 metrze osiągnąłem impedancję wtórną przy amplitudzie (1) . Potem jeszcze kręciłem tak, aby kandecja promienista mieściła się w stałej Plancka
h = 6,626 069 57(29)10–34Js = 4,135 667 516(91)10–15eVs Każdy zawodowiec wie o co chodzi, przeciez to ważne obliczenia, potem może zdobędę jakiś puchar na ważnych mistrzostwach o marchewkę!!!
W Karłowicach na lekkim zjeździe osiągnąłem dzisiejszego V maxa 52,4km/h , ale to dzięki korbie za 5 dych z wychwytem kołkowym na sztywnym balansie, ale przez tą prędkość nie mogłem pozdrawiać mijanych rowerzystów na zwykłych rowerach i w bluzach zamiast wypasionych kolorowych trykotów - sorry panowie byłem strapiony moim treningiem! Jest power, jest siła, jest dobrze! A na wycieczki ze zdjęciami przyjdzie czas :-)
Bez zatrzymywania, w miarę fajnym tempem rundka po: Wierzonka - Kobylnica - Gruszczyn - Swarzędz - Jasin - Łowęcin - Sarbinowo - Góra - Jankowo - Biskupice - Jerzykowo - Kowalskie - Karłowice - Wierzonka.
Pozdrower dla wszystkich tu zaglądających i pamiętajcie to jest blog Grigora - DO PRZODU!
Komentarze (8)
A zamiast kilometrów, dystans winien być podany w długościach Plancka. Trochę by ich wyszło. ;)
Hahahahahahaha Grigor padłem jesteś mistrzem. Później rzecz jasna wszystko strefy z pulsometru na komputer i szczyt(o)ywałeś zachwycając się przy tym liczbami w tabelkach? ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017