O 19:00 rzut na siodło i 25km. z wiadomych przyczyn po asfalcie. Zwyczajne kręcenie bez "zatrzymki" tak, aby sobie po prostu coś po dniu pracy pojeździć. Trasa: Wierzonka - Wierzenica - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Poznań - Janikowo - Kicin - Kliny - Mielno - Wierzonka.
Jako, że to wpis bez fotorelacji, zamieszczam zdjęcie z grigorowego archiwum. To ja, gdy miałem 14 lat. Zdjęcie zrobione przez mojego tatę, podczas wypadu do lasu.
Na powyższym rowerze marki Victus wykręciłem pewnej zimy 99' (bodajże ostatni dzień ferii zimowych) pierwsze ponad sto kilometrów. Trasa prowadziła z Wierzonki do Niechanowa za Gnieznem i z powrotem. Wybrałem się wtedy bez jedzenia, picia i co normalne w tamtych czasach pieniędzy. Ledwo do domu wróciłem, pamiętam że byłem na skraju wyczerpania, ale 105km pykło :-)
Komentarze (7)
Aniuta - Od kiedy pamiętam jestem zadowolony....jak mam rower pod nogą :-) Nefre - Oj takich wydarzeń nie da się zapomnieć i to co tu napisałem, to tylko namiastka bo pamiętam wszystkie szczegóły tej eskapady, ale opisania tego podejmę się jak będę już sławnym rowerzystą i napiszę książkę hehe Monica - Nie no teraz to ja nawet na 30km biorę batonika i soczek :-)))) sikorski33 - 1957!? Toż to zdjęcie warte jest krocie! Ja mam też wiele zdjęć z dzieciństwa rowerowego. anetkas - Tak Aneta, byłem w Niechanowie, a plan był aby dojechać do Skorzęcina nad Jezioro Niedzięgiel.....jednak w ostatniej chwili zawróciłem, bo ostatnie szare komórki mi zadziałały :-)
Jak na tamte czasy ,to był już wypasiony rower. Fajnie jest powspominać dawane czasy. Fotka rewelka:) Ja mam też zdjęcie z moim rowerem ,rok 1957. Zrobię kopie i też wrzucę przy okazji.
A ja wcale się nie dziwię że ten dzień tak zapamiętałeś. Takie chwile się długo pamięta... Nie wyobrażam sobie takiego dystansu bez jakiegokolwiek jedzenia i picia... Mnie czasem już po 50 km ssie niemożliwie ;-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017