Człowiek o 16 skończy pracę, a tu Księżyc w pełni świeci....hmmm pojeździłoby się w terenie w świetle Słońca, ale skoro tylko Księżyc rzuca się w oczy po południu, to czemu nie :-) Krótki wypad w większości asfaltami, kiedy dojeżdżałem do Swarzędza, potem przy Jeziorze Swarzędzkim i po mieście drogami rowerowymi, których jest tam nawet sporo, no i na końcu troszkę dróg gruntowych, gdy podjechałem ścieżką dydaktyczną w Dolinie Rzeki Cybiny. Niestety podczas powrotu, 2km. od domu złapałem laczka w tylnym kole i jako, że już było blisko to jakoś ostatnim tchem powietrza z dętki dojechałem prawie pod hacjendę.
Jest jakoś mroczno podczas jazdy w pełni Księżyca :-S
A mi tam najbardziej podoba się to bezkrukowe zdjęcie - rewelacja. Dobrze, że wampiry piją krew, a nie powietrze z dętek. Choć, analizując końcówkę wyjazdu, może stały się już bardziej nowoczesne? :)
TomliDzons - Prodżekt!!!! :-))) matswaj - Tak z pomostu, a jak :-))) Roadrunner1984 - klimat był mimo to, że nie byłem 20km. od najbliższego zabudowania :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017