Miało być inaczej, bo chciałem dziś odwiedzić Gniezno. Jednak pogoda troszkę zniechęciła mnie do tego. Mżawka po prostu odbierała wszystkie chęci, których i tak starczyło mi na sporo. W sumie to nawet byłem blisko Gniezna, ale w pewnym momencie zawróciłem, a z mżawki zaczął robić się delikatny deszcz. Jest ta pora jednak depresyjna, człowiek żeby nie siedzieć w chacie, rusza dupsko na rower, a tu też nie jest kolorowo. Ten deszcz, zimno, mgła, mało życia, odcienie szarości i seledynu....można wpaść w czarną dupę przez to. Na szczęście jest coś takiego przyjemnego w kręceniu korbą, czego nie umiem opisać i mimo niesprzyjającej aury, w kącikach moich ust przeplatał się uśmiech.
Jeździłem dziś po różnych wioskach w trzech gminach: Swarzędz, Kostrzyn i Pobiedziska. Teraz myślę już o zimowych wojażach i niech już śnieg spadnie, przynajmniej mokry nie będę :-)
Na koniec mały bonus. Wjechałem nielegalnie na teren dawnego gospodarstwa rolnego w mojej Wierzonce, gdzie spędziłem na prawdę wiele fajnych chwil swojego dzieciństwa. Teraz cały teren od wielu lat władany jest prywatnymi rękoma i wjazdu tam niema. Nie byłem tutaj już chyba kilkanaście lat. Chciałem pokazać Wam kuźnię z 1846 roku i dwór, który zaraz się rozpadnie niestety. Pamiętam jak za starych czasów wszystko było zadbane, a wokół dworu rozpościerał się piękny park, w którym spędzałem całe dnie z kolegami...
Cześć Ciekawe czy kiedyś się nie spotkaliśmy na terenie SHR-ów w Wierzonce. Zamieszkiwałem dawno temu w pałacu z twoich zdjęć. Na dole było laboratorium i biura. Na górze mieszkania. Na środku tego trawiastego terenu przed pałacem była betonowa płyta z godłem Polski (bez korony), a obok stała budka ze sprzętem meteorologicznym i była stara grusza (ulęgałka) ciekawe czy stoi. Zazdroszczę Ci że się tam dostałeś ja próbowałem jakiś czas temu ale nie wyszło. Pozdrawiam i połamania kół
Po nowym asfalcie będzie się milo śmigało. :) Kuźnia zaj....ta. :) Szkoda, że marnuje się. A ponoć nabywca zabytków ma obowiązek dbać o nie, czy przynajmniej utrzymywać w nie zmienionym stanie. Niedaleko mnie, w Dębnie (tam, gdzie byłeś latem tego roku, przy okazji wizyty w Żerkowsko-Czeszewskim P.K.), jest podobna sytuacja. Eklektyczny pałac jest w prywatnych rękach. Niby coś tam remontują, ale jakoś od ponad dekady żadnych efektów nie widać. Może poza tym, że w niektórych miejscach zamiast cegły pojawił się suporex. Ciekawe co na to konserwator zabytków? Tak dla porównania. W Miłosławiu opieprzył proboszcza, za podjazd dla inwalidów do kościoła!...
Wiesz, nie umiem patrzeć na rower, który stoi w kącie i .... nic z nim się dzieje. Ja raczej nei wrócę na turystyka, tym bardziej ze dokupuję do krosnajera bagażnik, zeby znów w wakacje gdzieś wyskoczyć ;-)
seba284 - No to dobrze wybrałeś, bo w taka pogodę można się tylko dobić. Marek1985 - W tym przypadku, to dobrze że zasłonięty... Trollking - No masz rację, bo tak to już jest, że najpierw kładą asfalcik wokół ratusza, żeby wygodnie się do pracy dojeżdżało, a ludziom co mieszkają gdzieś w "lesie" to jak popłuczyny zostają...ale żeby nie było to i tak się cieszę z tego :-) sikorski33 - ta kuźnia to taki nasz wiejski zabytek, jak w większości tego typu wiosek po pgrowskich, ale trzeba się cieszyć z tego co jest. bobiko - będziesz żałował, że sprzedajesz turystyka. Jurek57 - Trochę to ironiczne, że to właśnie Niemcy budowali nam te kwiatki :-) zarazek - bo to idealna pogoda do roweru była :-) marcingt - tak Cię korciło i w końcu wsiadłeś na bike''a - wiem to jest silne uzależnienie :-) sebekfireman - Nareszcie coś się zaczyna dziać. Bardziej ciekawi mnie co też kryje wewnątrz tej kuźni, może jakieś stare obręcze do roweru z XIX w. :-)
fajny oldtimer z tego 29er''a :P I też miałem ruszyć dupsko na trasie ale miałem stricte porządkowy dzień w rowerowni, trza było dopieścić tarcze 29era i ogólnie kellysa na sprzedaż. Trza wypuścic do innych :)
Nie wierzę, że w Wierzonce wpadli na to, żeby nowy asfalt położyć! Takie piękne dziury tam były, że myślałem, że to jakiś specjalnie utrzymywany zabytek Unesco ;) szkoda tylko, że na całym terenie okalającym Zielonkę tak się nie dzieje. Choć może się zmieniło, bo dawno nie byłem. pozdrawiam!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017