Kolejny dzień, a raczej wieczór spędziłem w siodle. Dziś pojechałem do Poznania zobaczyć co w trawie piszczy. Troszkę się pozmieniało w centrum, a w szczególności zdziwiła mnie pijalnia wódki na Rynku, przy której tłok jak na targu jakimś. Ogólnie taki to był relaksacyjny wypad, choć czasem cisnąłem jak dzik pod górki, a na podjeździe do Koziegłów to nawet trzymałem koło kolesiowi na kolarzówce, który ewidentnie chciał mnie zgubić od samej Śródki, ale mu się to nie udało, choć powiem szczerze że jeszcze z 2km takiej jazdy i odleciałbym w czarną dupę :-) Poznań bardzo mi się podoba nocą, wszystko ładnie iluminowane,a ścieżek rowerowych pod dostatkiem. Muszę powiedzieć jeszcze o jednym - na Malcie jadąc ścieżką, spośród ciemnej materii wybiegł jakiś sportowiec z plecakiem na plerach i spojrzałem na niego myśląc: "ten ale daje, pewnie ma cegły w tym plecaku" i po sekundzie okazuje się, że to mój znajomy, którego kiedyś poznałem jeżdżąc po Dziewiczej Górze i dosłownie raz go widziałem na żywo. Ziomek mnie poznał, chyba po kasku i uniformie :-) Tym oto sposobem pogadaliśmy sobie z Mateuszem o różnych sportowych sprawach i przybiliśmy piątaka. Ja pojechałem dalej, a ten cyborg biegł dalej na siłkę :-) Pozdrówka men!
Macie tu kilka soczystych zdjęć z nocnego Poznania:
Generalnie lubie jezdzić nocą po miastach ale niestety dojazd do mojej posesji, bedacej poza miastem, jest troche niebezpieczne ale trzeba bedzie tak zrobić :)..
Najlepszy fun to jazda po lesie nocą przy max oświetleniu :D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017