Przejażdżka z Anią, popołudniem po okolicy, w gminie Pobiedziska. Celem było Jezioro Kowalskie, a wyszło na to że okrążyliśmy je sobie dziś dookoła. Tym miłym sposobem pokręciliśmy wspólnie, w większości po drogach w terenie, czyli jak to u nas bywa po piachu, ale czarnej nudy (asfalt) też nie zabrakło - choć przyznam, że dziś na asfalcie nudy nie było, gdyż mogliśmy zaobserwować jakiegoś dawcę organów na motocyklu, zapierdalającego jakieś 250-300 km/h po krótkiej prostej Biskupice - Promno Stacja, aż nam ciarki po plecach przeszły obserwując tego wariata! Trzeba przyznać, że jazda asfaltem na rowerze jest super bezpieczna :-((( Na szczęście przez większość trasy było spokojnie, jak na zdjęciach poniżej.
trasa: . . .
ździsie: Ania cierpliwie czeka na Grigora. Ja w tym czasie robiłem zdjęcia ptaka :-)
Wspomniany piaseczek. Ale od czego służy pas zieleni pośrodku ;-)
Żniwa tuż tuż.
myszołów - tego skubańca ciężko uchwycić w klatce
Jezioro Kowalskie i kaczka - tak w ogóle to kaczka jest na topie ostatnimi laty - daj mi ino wiatrówkę...
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017